Takie batoniki już od dawna za mną chodziły. Wartościowa przekąska czy na śniadanie w biegu (czyli jak co dzień u mnie) czy do popołudniowej herbaty, żeby nie zapychać się znowu ciachem czy innymi słodyczami. Fajne - chrupkie i nie za słodke!
A z prywaty.. czasu ciągle brak, męczy wychodzenie z domu jak jest jeszcze "noc", powrót również już w "nocy".. Szaro, buro, smutno. Może ktoś z was ma jakieś sposoby, na rozweselenie przy takiej aurze pogodowej? :) Choć największą moją bolączką jest to, że postanowiłam nauczyć się robić porządne zdjęcia - w końcu! :) A tu, czas na ich wykonanie, mam tylko po zmroku, czyli znowu na kilka najbliższych miesięcy zostanie mi tylko sztuczne światło i wszytko licho wzięło. Cóż, widocznie mam po prostu gotować i pracować, a czas na ulepszenie zdjęć nadejdzie w przyszłości.
Składniki:
- 3 filiżanki płatków owsianych,
- 2 banany,
- 1 jajko,
- 3 łyżki oleju rzepakowego (najlepiej tłoczonego na zimno),
- 3 łyżki ulubionych otrębów,
- 1/2 filiżanki żurawiny suszonej,
- po 1/3 filiżanki nasion słonecznika, lnu złocistego, sezamu,
- garść płatków migdałowych,
- ewentualnie 1 łyżka miodu do dosłodzenia.
Banany rozgnieść i połączyć z jajkiem. W osobnej misce połączyć płatki owsiane, otręby, żurawinę i nasiona. Do owsianki wlać masę bananową, dolać olej rzepakowy i dokładnie wymieszać. Ewentualnie dosłodzić całość miodem. Masę owsianą wyłożyć na płaską blachę, na papierze do pieczenia i obsypać płatkami migdałowymi. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 st. na 15 minut. Gdy ciastko już się upiecze, wyjąć je z pieca i odstawić na 5 minut. Po tym czasie, zdecydowanie, pokroić całość ostrym nożem, na prostokątne batoniki. Poczekać aż batony całkowicie wystygną i stwardnieją, inaczej mogą się rozpaść przy jedzeniu.
Smacznego!
Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w ciekawych warsztatach kulinarnych, które w ramach BioBazaru w Katowicach, poprowadził Adrian Feliks - szef kuchni, szerzej znany z programu Top Chef. Tematem były ryby, co bardzo mi podpasowało, bo jestem kiepska w ich przygotowaniu.. no może po prostu nie mam pomysłu na nic poza panierowanym filetem, albo rybą z pieca - kiepsko nie? ;)
Czas przejść do konkretów, także od razu warto wspomnieć, że warsztaty trwały około 3 godzin, ponieważ nie były one tak pełnometrażowe, jak te prowadzone na co dzień przez Adriana. Choć ja i tak jestem w pełni usatysfakcjonowana - przygotowaliśmy aż 4 dania, a dodatkowo cena za uczestnictwo była tak przyjemnie niska, że mogę chodzić na takie spotkania kilka razy w miesiącu ;)
Na dzień dobry zostały nam wręczone zeszyciki z przepisami na dania, które mieliśmy przygotować, do tego krótki wstęp Adriana na temat ryby: jak ją filetować, jak odciąć skórę, co, jak i dlaczego sprzedają nam w sklepach, mówiliśmy o solance, w której warto wymoczyć ryby (jak i mięsko) przed obróbką termiczną i innych ciekawych kwestiach związanych z rybami...
...a po tym, zaczęła się ta najfajniejsza część spotkania - czyli noże w dłoń! I tak oto w założeniach mieliśmy przygotować 3 potrawy: łososia w sosie teriyaki z ryżem z pesto, suma po żydowsku oraz makaron w kremowym sosie z wędzonym łososiem i pomidorami. W między czasie udało nam się jednak, dodatkowo, zrobić tatar z łososia z szalotką i kaparami. A dzięki temu, że od organizatorów otrzymaliśmy przepisy, nie musieliśmy w między czasie gotowania, zapisywać ich w notesie - co meega ułatwia sprawę.
Wracając do tatara, był przepyszny, a ja tym samym pierwszy raz w życiu jadłam surową rybę ;)
Ogólnie warsztaty przebiegły w rewelacyjnej atmosferze, wśród ludzi, którzy widać, że uwielbiają gotować i poznawać nowe smaki, a dodatkowo Adrian odpowiadał na każde zadane pytanie (nawet te głupie ;p). Dużo podpowiadał co do technik krojenia, ozdabiania, czy serwowania dania. Jednym słowem przemiły człowiek, który chce dzielić się z resztą swoją wiedzą i doświadczeniem.
Polecam wszystkim, którzy mają możliwość skorzystanie z oferty http://spoonkursy.pl/ .
A co po warsztatach? Chyba najfajniejszy jest POWER, który daje kopa do działania. Zazwyczaj odczuwałam to tylko w mojej pracy, czyli szkolenia dla baristów, ale stwierdzam, że po pierwszych warsztatach kulinarnych, chce się jeszcze więcej. Wracając z Katowic do Opola, nie omieszkałam zajechać do sklepu i nabyć nowego noża "Szefa kuchni", więc teraz zostaje Top Chefem w mojej maleńkiej kuchni i będę gotować pyszne dania z rybą!
 |
| Kroimy jak prawdziwi szefowie kuchni :) |
 |
| Smażenie łososia, tylko pod czujnym okiem szefa. |
 |
| Mój łosoś w sosie teriyaki z ryżem z pesto z rukoli, pietruszki i bazylii. |
 |
| Dziękuję wszystkim za mile spędzony czas! |
Aaaa zapomniałabym - hit spotkania to produkty Green Spoon czyli olej rzepakowy 100% naturalny, tłoczony na zimno o nucie orzechowej w smaku, poza nim makarony, no po prostu pycha ;)
W smakach - idealne ciasto na jesień i zimę. Pomarańcze od zawsze kojarzyłam ze świętami, szczególnie gdy ich zapach roznosi się gdzieś w pobliżu, przed oczami pojawia się się choinka i wigilia ;) Tym razem nie mogłam się powstrzymać i przygotowałam ciasto z książki Jana Brocket "Vintage Cakes", które w swoim składzie ma m.in. dodatek dżemu pomarańczowego.
Składniki:
- 175 g masła,
- 100 g cukru trzcinowego,
- 3 jajka,
- 3 łyżki dżemu pomarańczowo imbirowego (lub sam pomarańczowy + 1 cm startego imbiru),
- skórka z jednej pomarańczy,
- sok z połowy pomarańczy,
- 200 g mÄ…ki pszennej,
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia.
Masło utrzeć z cukrem na lekką i puszystą masę. Po tym dodawać po jednym jajku nadal miksując całość. Gdy masa się połączy dodać sok, skórkę i dżem pomarańczowy i całość wymieszać. Do ciasta przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i ponownie połączyć całość. Ciasto przelać do foremki i wstawić do piekarnika nagrzanego do 175*C na około 30-45 minut (sprawdzać czy jest już gotowe po 30 minutach pieczenia). Gdy ciasto ostygnie polukrować je (cukier puder + sok z cytryny) lub oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!
Z okazji światowego dnia makaronu, nie mogło go zabraknąć na moim stole. Tym razem było to tagliatelle (jeden z moich ulubionych rodzajów makaronu) z pikantnym sosem pomidorowym, do którego dorzuciłam tuńczyka z puszki. Okazał się to strzał w dziesiątkę!
Zazwyczaj makaron mieszałam z pokrojonym świeżym pomidorem i tuńczykiem prosto z puszki, powstawał pewien rodzaj sałatki. Ale jednak danie z ciepłym, aromatycznym sosem to jest to!
Składniki:
- 1/2 opakowania makaronu tagliatelle,
- 1 puszka pomidorów,
- 4-5 listków bazylii,
- 2 zÄ…bki czosnku,
- 1/2 szalotki,
- 1 papryczka chili bez ziarenek,
- 1 łyżeczka masła,
- 1 łyżka przecieru pomidorowego,
- sól, pieprz,
- 1 puszka tuńczyka w oleju lub sosie własnym,
- kilka sztuk oliwek.
Postawić wodę na makaron i w między czasie ugotować go al dente.
Pomidory, bazylię, czosnek, szalotkę oraz papryczkę zmiksować w blenderze. Sos zagotować w rondelku. Dodać przecier, masło i doprawić solą i pieprzem. Gdy sos lekko zgęstnieje dodać puszkę tuńczyka i delikatnie wymieszać całość, aby ryba się nie rozpadła.
Sosem polać ugotowane tagliatelle oraz posypać posiekanymi czarnymi oliwkami.

Smacznego!